basioonya blog

Twój nowy blog

naprawdę bardzo chciałabym czasem coś tu napisać, ale nie mam czasu, a czasami to i jeszcze siły.
Znalazłam za to czas na majówkę w Londynie. Bless….

Z mojego złamanego w wigilie nosa juz zeszła opuchlizna.
Owszem, jest krzywy.
Miało się dziać, to się działo.
Dziekuję za uwagę i życzę szczęśliwego Nowego Roku.

.: Phi :.

1 komentarz

Ale nudny ten rok, oprócz fajnych wakacji nic ciekawego nie pamiętam. Tylko praca i praca, i dwie sesje. A za chwilę kolejna. Coraz częściej powracam do marzenia o pasaniu kóz w Nowej Zelandii lub o uczeniu dzieci na Tahiti.
Żeby tak chociaż jedno spektakularne i pozytywne wydarzenie przed północą 31 grudnia, pls…

Umarła matka mojej mamy. Jedyne, czego się od niej nauczyłam to to, żeby życ tak, żeby po mojej smierci moje dzieci nie musiały za mnie przepraszać. Jestem w trakcie wybaczania jej tego wszystkiego, co zrobiła mojej mamie. To będzie cały proces.
Eventy ostatnich czterech miesięcy pogłębiły moje zmarszczki.
Mam nadzieję, że już po wszystkim, bo więcej ‚nie zniesę’.
Bless!

.: … :.

1 komentarz

Śniło mi się ostatnio, że byłam nową dziewczyną Nergala i z przerażeniem odkryłam swoje zdjęcia na pudelku. Z racji traumy, jaką wywołało to drugie kupiłam sobie nową kołdrę; z nadzieją, że poprawi się nie tylko jakość snu, ciepłość w tyłek, ale i sny będę miała lepsze. Pierwsza noc z moją nową kołdrą była tak wspaniała, że zaspałam. Tłumaczę sobie, że to nie wina kołdry przecież, tylko zmęczenie materiału. Dlatego dziś – tadam tadam! – robię sobie dzień dziecka i idę spać, jak tylko spale fajka i się wykąpię. Na bank przed północą! No co, czasami trzeba, nie samą pracą człowiek żyje.
A jak Wy?

.: Jesienna deprecha :.

1 komentarz

za dużo sobie wzięłam na garb i juz odczuwam skutki. Od rana do wieczora praca, bo jeśli akurat nie uczę, to przygotowuję lekcje lub tłumaczę. Doszło do tego, że wkurwiają mnie smsy od znajomych z propozycją spotkania. Niestety, ja nie mam pracy od 10 do 18, a potem do widzenia, tylko ciąglę coś robię i dzień kończę o 22, if I’m lucky. Co drugi weekend wstaję o 5, więc sorry, ale nie, nie mam ochoty na kawę po uczelni. Mam ochotę tylko i wyłącznie na moje łóżko.
Spoko, byle do ferii. A później i tak wyjdzie, jak zawsze.

Mój szwagier do mojego 3-letniego siostrzeńca: A czy ty mógłbys trochę mniej gadać?
Tomcio: Mógłbym, gdybym miał taką kulkę na języku jak ciocia Basia, ale nie mam.
Nie tylko gadulstwo po cioci, ale i elokwencja ;-)

Spędziliśmy wczoraj ponad 2 godziny w Bródnowskim na SORze czekając na zdiagnozowanie mojej kolanowej dolegliwości. Najpierw ustawilam pania z rtg, która byla tak niebywale niemiłą suką, że nawet ja przed okresem się chowam. Gniecie mi kolano, każe kłaść się na bok, kolanem tak, żeby było równo na czerwonej linii. to nie jest wcale takie łatwe, ona się na mnie drze, ja jej tłumaczę, że nie widzę, bo mi moja dupa widoczność ogranicza, no co! To ona mnie ciągnie w dół za tę nogę, gdyby mnie nie bolala, to pewnie kopnęłabym ją w pysk. Po wyjściu z rtg zwierzyłam się na głos towarzyszącej mi Gosi, jaka to pani niemiła i jak dobrze zrobiłby jej zastrzyk z kutasolu, ktory łagodzi wszelkie kobiece dolegliwości. Za chwilę pani wyszła i ponownie mnie zaprosiła. Byłam przekonana, że wszystko usłyszała i chce mnie ustawić do pionu, bo przecież w Polsce to NFZ i ZOZy rządzą, a pacjent ma być cicho i radować się łaską, że ktoś raczy się nim zająć. Atu surprajs, surprajs! Moje zdjęcie nie wyszło i robimy kolejne. Przy czym pani jest miła, uwocza wręcz, słodka niczym plaster miodu. Myslę sobie, że pewnie oni mają tu dwie takie same, podmienili, gdy wyszłam i teraz ogarnia mnie ta miła. Rozgladam się za ukrytą kamerą, ale oprócz ogromnego zoomu rtg, którego pozazdrościłby niejeden wannabe fotogram ‚pozdrozjukej’ nie ma nic. No dobra, pewnie słyszała i wyciagnęła wnioski. Miło.
W końcu doczekałam się wizyty w gabinecie, pan doktor młody i może nawet fajny z wyglądu, od razu każe mi ściągać spodnie, ale obok siedzi pielęgniarka, więc daruje sobie żarty, że tak bez gry wstępnej. Patrzy na mnie jak na debilkę po extasy, gdy mu tłumaczę, że nie mam czucia w tej nodze, to znaczy mam, ale takie jakby cudze, nie mogę ruszac palcami, to znaczy mogę, ale to jakby były nie moje palce. No to chyba łękotka mi poszła, ale mam sobie zrobić usg, musze się prosić o skierowanie, jakaś masakra, młody, a jakis taki wypalony, ma wylane.
Wychodzę z gabinetu, Gosia pyta: no i co? no i co? No to jej mówię, że wygląda na to, że poszła mi łękotka. – Łękotka? Tego nie brałyśmy pod uwagę, nawet nie wiedziałyśmy, że jest coś takiego. Nie, no, Gosia, ja wiedziałam. Czekaj, a może to była łechtaczka? Siedzące obok nas starsze panie ze zgorszeniem spusciły głowy.
Taki to był fajny wieczór na SORze. Leśna Góra to to nie była…

.: Kola-no :.

Brak komentarzy

Wczoraj w godzinach wieczornych, gdy sobie przyklęknęłam w szkole, moje kolano nie wytrzymało ciężaru moich cycków i wzięło i jękło (tudziez jęknęło, jak kto woli). Myślałam, że się samo nareperuje, jak to się dzieje od 15 lat, kiedy to jako podlotek popisywałam się na rolkach przed ówczesnym maścikneblem i w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności w postaci dwóch gryzących się sznaucerów olbrzymów me kolana spotkały się z betonem. Ale dupa, wstałam z kolanem wielkości głowy, o chodzeniu jak na wybiegu nie ma mowy, w zasadzie to w ogóle nie ma mowy o chodzeniu, wlokę za sobą kończynę jak Herr Flick krzywiąc się z bólu. A do tego kilka godzin temu to dziadostwo zaczęło dretwieć. W związku z tym sialalala sialalala, jedzie Basia do szpitala. Niech mnie szybko zreperują, bo ja nie mam czasu.
Pa.

Mój ukochany siostrzeniec poszedł dziś pierwszy raz do przedszkola.
Dopiero, co się urodził, a wczoraj spakował soobie jabłko do plecaka,
na wypadek gdyby zgłodniał i dziś rano dzielnie ruszył.
Martwię się, czy panie będą miłe, czy będzie potrafił zasnąć
na leżakowaniu przy innych dzieciach, czy usiedzi na zajęciach,
czy da sobie radę w toalecie. Martwię się, czy nie będzie tęsknił
za mamą i płakał, jak inne dzieci. Jest dzielny i rezolutny, gdy ja
z nim zostaję, to nigdy nie tęskni za mamą, ale ja jestem jego ukochaną
ciociusią, a panie są obce.
To skoro ja sie tak martwię, to co przeżywa jego matka?
W takich chwilach cieszę się, że nie mam dzieci.
Byłabym toksycznym rodzicem, matką kwoką
i pewnie wychowałabym maminsynka jełopa.
To byłam ja, ciocia Groszka.


  • RSS